SwiadomiZdrowia.pl I ZDROWIE I CHOROBY I DIETA

-1° C Pogodnie
Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

ONCORIA

Rezygnacja z leczenia przyczynowego ? Mądre wsparcie w sytuacji rezygnacji z leczenia przyczynowego

0 18

Otrzymuj aktualizacje w czasie rzeczywistym bezpośrednio na swoim urządzeniu, zasubskrybuj teraz.

Mądre wsparcie w sytuacji rezygnacji z leczenia przyczynowego

Katarzyna Frąckowiak

Rozwój medycyny niewątpliwie sprawił, że wydłużyła się średnia ludzkiego życia. Mamy coraz więcej osób starszych. A to oznacza powiększającą się liczbę osób cierpiących na choroby nowotworowe. Jak wynika z aktualnych statystyk, ponad 50% ogółu zachorowań na nowotwory dotyczy osób, które ukończyły już 65 rok życia. Ryzyko zachorowania na nowotwór wzrasta wraz z wiekiem, osiągając szczyt w ósmej dekadzie życia.

Rak to nie wyrok. Nie musi oznaczać rychłej śmierci. Jednak czasami możliwości leczenia wyczerpują się. Wówczas lekarze skupiają swoje wysiłki na zapewnieniu pacjentowi możliwie jak najwyższej jakości życia. Na sprawieniu, żeby ostatnie chwile upływały spokojnie, z opanowanym bólem. Jednak odchodzeniu towarzyszą nie tylko cierpienia fizyczne, ale też duchowe, egzystencjalne. Pojawiają się pytania: “dlaczego właśnie ja?”, jak też bardziej filozoficzne: “czy umrze tylko moje ciało?”, “czy spotkam tam moich bliskich?”. Śmiertelnie chorzy borykają się też z niewygodami, ułomnościami, zmęczeniem i zależnością od innych. A nad tym wszystkim góruje świadomość zbliżającego się końca, samotność i wyizolowanie. Jak w takiej sytuacji wspierać bliskiego?

Mówić czy milczeć?

Niejednokrotnie pojawia się u bliskich wątpliwość, czy dzielić się dramatyczną informacją z chorym. Tymczasem, zamiast zastanawiać się “czy?” należałoby raczej zastanowić się “jak?”. Wielu pacjentów wie i tak. Otoczenie nie jest w stanie długo nosić na twarzy maski beztroski. Pacjenci wyczuwają to. Nadmierną troskę rodziny, zmienioną postawę znajomych, płaczliwe uśmiechy, ponure miny. Wtedy sami też udają, bo widzą, że inni nie są gotowi na rozmowę. I tu rodzi się pytanie: czy zdążymy nabrać tej gotowości? Czy potem nie będziemy żałować, że tyle zwlekaliśmy?

O tematach ostatecznych warto rozmawiać nie tylko w przypadku zakończenia leczenia przyczynowego, ale też na wcześniejszych etapach chorowania. Sama diagnoza często uświadamia nam prawdę o kruchości naszego losu i życia, więc chory może chcieć nas zapraszać do rozmów o śmierci, pytać: “a jak ty będziesz żył, gdy mnie nie będzie”, “może już niedługo pożyję”. Naszą naturalną reakcją bywa wtedy często ucieczka: “nie gadaj głupot”, “wszystko będzie dobrze”, “wyjdziesz z tego”. Niestety, taka postawa może sprawić, że chory poczuje, że jego prawdziwe emocje są unieważnianie. Zachowując się w ten sposób nie doprowadzimy do tego, że pacjent uwierzy w lepsze jutro, ale raczej do tego, że więcej się z nami takimi przemyśleniami nie podzieli. One nie znikną. Po prostu nie będzie o nich mówił. Będzie zmagał się z nimi w samotności. Brak rozmawiania o nadchodzącej śmierci jest też czynnikiem zwiększającym fizyczne cierpienie chorego.

To nie ja!

W pierwszych chwilach po otrzymaniu informacji, że możliwości leczenia wyczerpały się, pacjenci mogą sprawiać wrażenie, jakby żadna taka wiadomość do nich nie dotarła. I jest to naturalne. Okrucieństwem z naszej strony byłoby na tym etapie zmuszanie ich do zaakceptowania tego faktu, gdy widać, że chorzy dają jasno do zrozumienia, iż nie są jeszcze na to gotowi. Na to potrzeba czasu. Może się okazać, że pierwsze, drugie i trzecie odwiedziny spędzimy w milczeniu. Ale przy okazji czwartych chory może się otworzyć i zacząć mówić. Wtedy słuchajmy. On tego potrzebuje, uważnego słuchacza, z którym podzieli się swoim wewnętrznym światem przeżyć. Czasem będą to tylko gesty.

Dlaczego właśnie ja?

Kiedy nie można już dłużej zaprzeczać rzeczywistości, pojawia się gniew, wściekłość, zazdrość i rozżalenie. Ten okres jest trudny dla rodziny i personelu medycznego, ponieważ gniew skierowany jest w różnych kierunkach, często jego ofiarą padają osoby zupełnie przypadkowe. Powody do wybuchu mogą być różne: zbyt długie przetrzymywanie w szpitalu, nierespektowanie życzeń, jeśli chodzi o specjalne przywileje, sąsiedztwo w szpitalnym pokoju, sposób ścielenia łóżka przez pielęgniarki.

Problem polega na tym, że często otoczenie bierze gniew pacjenta do siebie, obraża się, wdaje się w dyskusje, unika spotkań. A to wywołuje eskalację gniewu. Dobrym sposobem jest zastanowienie się, jakbyśmy my zareagowali, gdyby cała nasza dotychczasowa działalność została przerwana i wiedzielibyśmy, że nie ma już dla nas ratunku. Wysoce prawdopodobne jest, że sami skierowalibyśmy swój gniew na tych, którzy pozostają. Którzy będą się cieszyć wszystkim tym, co my musimy zostawić.

Kiedy do takiego chorego, wbrew własnej niechęci, podejdziemy z szacunkiem i zrozumieniem, ściszy on w końcu głos i ograniczy swoje gniewne żądania. Będzie czuł, że jest nadal istotą ludzką, normalnym, ważnym człowiekiem. Będzie czuł, że się o niego dba i pomaga mu się żyć na możliwie jak najwyższym poziomie jakości życia. Wystarczy tylko (albo aż) wysłuchać, co ma do powiedzenia, z empatią, bez niezadowolenia i pokazywać, że wizyta u niego nie jest jedynie przykrym obowiązkiem. Nazywać widocznie cierpienie, nie bać się słowa “rak” (jeśli pacjent sam też go używa). Musimy do tego gniewu podchodzić z wyrozumiałością, pamiętając, że taki wybuch przynosi ulgę, a być może ta ulga pomoże lepiej przetrwać ostatnie godziny. Ważne też, aby pozostawiać chorym autonomię. Warto dać poczucie choremu, że nadal nad czymś w życiu panuje. Pozwólmy wybrać mu porę, w której chce być odwiedzony, a jeśli pacjent leży, zapytajmy, gdzie usiąść, czy na łóżku, czy przy łóżku. Chodzi o to, by pchając wózek chorego, pchać go w miarę możliwości tam, gdzie on chce, a nie tam, gdzie my sobie życzymy.

Coś za życie

Gniew nie zadziałał. Choroba nadal jest, śmierć zbliża się nieuchronnie. Chorzy często w tym etapie odwołują się do swojej religii, np. “jeśli Bóg nie posłuchał moich pełnych żalu i gniewu wołań, to może teraz, gdy będę się dobrze zachowywał, przywróci mi zdrowie”. Osoby takie obiecują, że jeśli się uda, poświęcą się swojemu Kościołowi, pójdą na pielgrzymkę. Takie targi często utrzymywane są w tajemnicy, chorzy, jeśli już się zwierzają, to spowiednikowi, mimochodem. Mniej religijni ofiarują wszystkie swoje narządy nauce, jeśli tylko dzięki niej zyskają kilka dodatkowych chwil życia. Targowanie się może też odbywać się w inny sposób, np.: “dożyję ślubu syna i mogę umierać”. Kiedy się udaje, okazuje się, że pojawia się kolejny warunek, np.: “mam jeszcze przecież niezamężną córkę”.

Smutek przygotowania

Trudno spodziewać się radosnego nastroju u śmiertelnie chorego pacjenta, pojawia się raczej poczucie wielkiej straty, które może przybierać dwie formy: reaktywną i przygotowawczą. Reaktywna to wynik minionej już utraty. Pacjent chce opowiadać o tym, co go trapi, o swojej przeszłości z utraconą rzeczą i teraźniejszości jej pozbawioną. W tym przypadku można powiedzieć coś miłego, np. pacjentka nie uważa, że nie jest w pełni kobietą, bo usunięto jej narządy rodne – powiedzieć coś, co upewniłoby ją, że mimo operacji nadal jest atrakcyjna (duże znaczenie przypisuje się tu wsparciu małżonków). Forma przygotowawcza dotyczy strat przyszłych, pacjent rozważa to, co go czeka. Chory jest milczący, tu nie potrzeba słów. Tutaj pocieszanie nie zadziała. To nie jest moment na negację smutku. Tak naprawdę, pocieszanie to często jest wyrazem naszej własnej potrzeby – nie jesteśmy w stanie dłużej znieść widoku osoby cierpiącej, smutnej. Nie potrafimy w sobie pomieścić uczuć drugiego. A podobno, tyle mamy w sobie zgody na drugiego człowieka, ile mamy zgody na siebie. Pacjenci w tym okresie najbardziej lubią przebywać w otoczeniu tych, którzy pozwalają im być autentycznymi w wyrażaniu swych emocji. Którzy towarzyszą, nawet w milczeniu. Trzymają za rękę. Zbytnia ingerencja odwiedzających, ich próby rozweselania, raczej przeszkadzają choremu, niż mu pomagają.

Akceptacja

Jeśli pacjent miał dość czasu i otrzymał odpowiednie wsparcie od otoczenia, osiągnie fazę zwaną pogodzeniem się, gdzie myśli o śmierci ze spokojnym oczekiwaniem. W tym okresie pacjent potrzebuje dużo wypoczynku. Jest zmęczony nie tylko dolegliwościami fizycznymi, ale też całą tą emocjonalną huśtawką. Nie powinniśmy oczywiście sądzić, że ten etap jest etapem szczęśliwym. Jest raczej pozbawiony uczuć. To rodzina w tym okresie wymaga więcej wsparcia, podtrzymania i opieki, niż sam pacjent. Jego krąg zainteresowań maleje, robi sobie dużo drzemek, często nie chce przyjmować gości, a kiedy już są, nie ma ochoty z nimi rozmawiać. Nie chce, żeby mu przeszkadzano, na siłę poprawiano poduszki co pięć minut. Woli krótkie wizyty. Pamiętajmy, aby w takich chwilach wyłączyć telewizor, wyłączyć nadmiar bodźców, pobyć przy chorym w ciszy. Taka nasza obecność potwierdza to, że będziemy w pobliżu aż do końca. Pacjenci chcą też, by dzielić z nimi przeżycia, a nie powtarzać, że wszystko będzie dobrze. Potrzebują naszej autentyczności. Warto też zwrócić uwagę na samodzielność. Tak długo, jak się da, chorzy chcą sami zajmować się sobą. Chorzy właśnie tego się obawiają – że nie będą mogli sami o siebie zadbać, pójść do toalety, umyć się. Więc póki jest to możliwe, nie odbierajmy im tego. Raczej pomagajmy, niż wyręczajmy.

Kiedy podchodzimy do śmiertelnie chorego pamiętajmy, by robić to w duchu braterstwa i uważności. O spojrzeniu na człowieka jak na człowieka, a nie zbiór wyników pomiarów. W skrócie można powiedzieć, że warto przestrzegać zasady 3P, czyli powstrzymania się od: przymusu, pocieszania i pouczania. Pozwólmy choremu żyć, aż do śmierci. Miejmy świadomość, że droga, którą on teraz idzie, będzie, prędzej czy później, i naszym udziałem. Takie rozmowy niosą pożytek obu stronom. Tym, którzy zostają, zmniejszają obawy co do własnego, nieuchronnego, końca.

Bibliografia:

  1. Fabiś, A., Fabiś. A. (2011) Śmierć jako wyzwanie dla opiekunów i osób wspierających ludzi starszych. W: Z. Szarota (red.) Starość zależna – opieka i pomoc społeczna. Perspektywa gerontologii społecznej (s. 141 – 157.) Kraków: Redakcja Biblioteki Gerontologii Społecznej.
  2. Kübler – Ross, E. (2021). Rozmowy o śmierci i umieraniu. Poznań: Media Rodzina.
  3. Ossowski, R., Sinkiewicz, A. (2007). Koncepcja wsparcia w opiece paliatywnej. Polskie Forum Psychologiczne, 2007, tom 12, numer 1, 5 – 21.
  4. Uchmanowicz, E. (2012). Potrzeby duchowe i wsparcie psychologiczne ludzi będących u kresu życia w kontekście opieki hospicyjnej. Pielęgniarstwo i zdrowie publiczne, 2012, 2, 1, 67 – 72.

Otrzymuj aktualizacje w czasie rzeczywistym bezpośrednio na swoim urządzeniu, zasubskrybuj teraz.

Zostaw Komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors